Witaj w Świecie Sportu w Kartuzach!

 

            Sport w Kartuzach. Przemyślenia to Twoje źródło subiektywnych wiadomości i inspiracji ze świata lokalnego sportu. Niezależnie od tego, czy jesteś zapalonym kibicem, czy aktywnym uczestnikiem, znajdziesz tu coś dla siebie. Odkryjesz wiele wspomnień i refleksji dotyczących uczestników wydarzeń, których byłem świadkiem przez wiele lat w Kartuzach. Choć nie jestem filologiem, lecz inżynierem mechanikiem, sport zawsze mnie inspirował. Największym moim osiągnięciem było zostanie kapitanem drużyny siatkarskiej w IV klasie Liceum w Kartuzach. W mojej klasie było najwięcej zawodników, a my rywalizowaliśmy nawet z Technikum, które miało pełnowymiarową salę, podczas gdy my trenowaliśmy w salce o wymiarach 9x18 m i wysokości maksymalnie 5 m. Dzięki temu staliśmy się bardzo precyzyjni. Trenowaliśmy bez trenera, ponieważ nasz nauczyciel wychowania fizycznego stracił zapał do pracy i po prostu nas zignorował. Nie było to dla mnie niczym nowym, gdyż podobnie było w podstawówce. Wspaniały trener piłki ręcznej, Pan Karol Grot, któremu wielu zawdzięcza swoje pierwsze kroki w tej dyscyplinie, w moich czasach już stracił entuzjazm i jedynie rzucał nam piłkę. W naszej szkole był również Andrzej Pryczkowski, ale zajął się zapasami i lekkoatletyką, na co ja, z moimi warunkami, nie miałem szans.

          Pamiętam dokładnie moje początki z tenisem stołowym. Stół początkowo stał na holu przed sklepikiem, a dostanie się do niego graniczyło z cudem. Zresztą, mało kto miał rakietkę. Mówię tu o latach 73-77. Ja dość wcześnie dostałem wietnamkę - zieloną z obu stron, ciężką, z grubym podkładem. Piłeczki wytrzymywały tylko kilka godzin, a często brakowało ich w sklepie sportowym. W piątej klasie szkoła przeszła generalny remont i przez ten rok uczęszczaliśmy do innych szkół. Moja klasa trafiła do baraku, tak nazywaliśmy szkołę specjalną, „czwórkę”. Tam nie było sali do WF-u, jedynie duże boisko, gdzie teraz stoi budynek PKO. Stołu tenisowego nie było nawet na korytarzu. Po powrocie do „jedynki” stół odnalazł się na wąskim korytarzu łącznika do sali gimnastycznej. Z biegiem czasu dołączył do niego kolejny stół. Byliśmy samoukami, nie mieliśmy dostępu do jakiejkolwiek wiedzy, wszystko na czuja. Mi szło całkiem dobrze z rówieśnikami. O ile pamiętam, dostawałem cięgi od Florka, ale z innymi jakoś sobie radziłem.

W 1976 roku, po sukcesach Wojciecha Fibaka, wybuchło szaleństwo tenisa ziemnego. Przy Ogólniku powstał kort o podłożu asfaltowym, na którym piłki szybko się niszczyły, a ścianka do odbijania (dziś to tylko parking dla uczniów i nauczycieli) dosyć szybko uległa dewastacji i służyła jedynie jako plac marszowy dla nauczycieli wychowania fizycznego oraz do odbywania lekcji na świeżym powietrzu i apeli szkolnych.

          Zawsze dziwiło mnie, że omijały mnie ciekawe inicjatywy szkolne. Kiedy skończyłem podstawówkę, w Jedynce utworzono klasę żeglarską. Musiałem sam kupić żaglówkę od świetnego szkutnika Andrzeja Jancy z 1-go Maja za pieniądze zarobione na saksach w 1980 roku. Prawdziwe żeglowanie rozpocząłem na studiach na ART w Olsztynie, gdzie od pierwszego roku pływałem na Mazurach na weekendowych rejsach majowych, a w wakacje udawało nam się zorganizować tygodniowe rejsy, podczas których dokładnie poznałem tamte akweny. W ogólniku była drużyna wodniaków ZHP, ale zdominowana przez klasę prof. Sadke, która była dwa lata starsza. Po ich odejściu wszystko się rozsypało, a ja znowu nie miałem szans na spróbowanie tego sportu. Ale miałem swoją siatkówkę :)

            Najgorsze było to, że dowiedziałem się dopiero po kilkudziesięciu latach, że w zawodówce na Wzgórzu w latach 80-tych zajęcia z tenisa stołowego prowadził długoletni dyrektor tej szkoły, Pan Gransicki. Do dzisiaj On i jego wychowankowie są dla mnie inspiracją do tego, co obecnie robię.

            Na studiach oczywiście zapisałem się do sekcji tenisa stołowego. AZS był w drugiej lub trzeciej lidze, a trenerzy nie mieli dla nas, amatorów, czasu, więc nasza gra na zajęciach nie różniła się niczym od odbijania na korytarzu w akademiku. Mimo to, dzięki przynależności do sekcji AZS miałem darmowy wstęp na mecze AZS Olsztyn, który wówczas był jednym z najlepszych zespołów w Polsce, z wieloma reprezentantami w składzie. Możecie sobie wyobrazić te mecze z 120% obłożeniem hali, gdy nasi grali przeciwko Legii Warszawa z Drzyzgą czy Gwardii Wrocław z Ireneuszem Kłosem. Mieliśmy braci Nalazków, Rybaczewskiego, Adamowicza... ta mała sala aż się trzęsła od dopingu. Chyba w 1985 roku rozgrywki AZS przeniesiono do hali w centrum Olsztyna. To już nie było to samo.

Tak, wiem, ciągle wspominam o tym ping-pongu, ale to jest główny powód  dla którego to piszę. 

Po studiach była praca we własnym zakładzie po nawet 12 godz na dobę, podobno były juz wtedy wolne soboty , ale nie przypominam sobie :) Dopiero ok. 2000r kupiłem i wstawiłem do garażu gdzie miałem warsztat stół tenisowy gdzie grałem z synem no i odwiedzali mnie tez koledzy m.in. doktor Mariusz Chwiałkowski znany obecnie pediatra, jeden z najlepszych niegdyś kartuskich tenisistów , również ziemnych . Niedawno został Mistrzem Polski Lekarzy, ale to bardzo skromny człowiek i pewnie niewiele osób o tym wie :) No ale nie byłbym sobą gdybym nie rozwijał tego. Jakiś czas po tym dyrektor SP 2 udostepniła nam salę do gry w tenisa pod warunkiem że będą w zajeciach uczestniczyli uczniowie z tej szkoły. Ja dołożyłem kolegom którzy razem ze mna grali kolejny warunek , że każdy musi zagrac min. kwadrans z jakims uczniem. Poziom zajęć dla dzieci błyskawicznie wzrósł. Juz po paru miesiącach jeździłem z chłopcami  na zawody . Bardzo dziękuje za pomoc okazaną wówczas przez Stasia Kobielę z firmy Mosiądz za podarowanie nowiutkiego stołu do gry.  Niestety ta formuła nie utrzymała się długo. Kolejny etap to gra w piwnicy, specjalnie wybudowanej aby można było wstawić stół. OMC by do tego nie doszło, z powodu zbyt wąskiej klatki schodowej do niej. Pamiętajcie , jedna połowa stołu ma wymiary 152x126cm :) Równolegle można było uczestniczyc w zajęciach tenisowych w ZSiO na Wzgórzu , zorganizowanych przez Romana Pytkę. Były i dzieci i dorośli. Ja jak zwykle zająłem się młodzieżą, w pewnym momencie miałem 5-6 chłopaków którzy ze mna trenowali. dalismy nawet ogłoszenie w portalu kartuzy.info z kontaktem do mnie , co zaskutkowało po 3-4 latach tym że zgłosił się do mnie pierwszy indywidualny uczeń. Przy okazji ogromne podziękowania dla tej redakcji która do dzisiaj publikuje wszelkie informacje na temat tenisa które im podsyłam. Ciekawa sprawa z tym chłopakiem. Graliśmy parę miesiecy razem i nic nie szło do przodu. Pewnego dnia zamieniłem się z nim na rakiety. Eureka . Ja nie potrafiłem przebic jego rakietka a on moją zaczał grac jak człowiek. Mówi sie że rakietka nie gra , ale byle czym sie nie da grać w ogóle. Od tego czasu pierwszym krokiem z nowym adeptem jest sprawdzenie jego sprzętu. Ostatnio proponuje nowym zawodnikom aby dali te rakietki z decathlonu koledze którego niezbyt lubią. Ostatnio przyszło 2 uczniów z katolika. Po 2 treningach dostali zakaz gry na przerwie z kolegami , zwłaszcza w tzw. karuzelę w której uczestniczy więcej niż 4 chłopaków przy stole. Nie dość że można się nabawic kontuzji, to gra taka wg mnie nic nie wnosi do nauki a wręcz psuje to czego się uczą podczas zajęć. 

          Prosze państwa , etap wstepny szkolenia zawodnika trwa 2-3 lata. Dopiero potem nastepuje selekcja kto rokuje na grę na wyzszym poziomie a kto nie. Samuel i Dawid Michna wg ich ojca Pawła zaczeli grę juz w piatym roku życia. Dzisiaj reprezentują Polskę na międzynarodowych turniejach. Ale to juz jest sport wyczynowy, w dużej mierze niedosięgalny dla większości . Kolejnym przykładem jest Oliwier Woźniak mistrz LZS w 2026. Miałem okazję go obserwować podczas turnieju w Miechucinie , gdzie grał z seniorami, naprawdę niezłymi zawodnikami. Widok podium był imponujący . Oliwier na najwyzszym podium był o głowę niższy od zajmujących 2 i 3 miejsce .  Sukces w sporcie to ok. 5% talentu , reszta to ciężka praca. Nie każdy chce to przyjąć do wiadomości.

             Ja obecnie mam warunki aby szkolić  tylko 4-5 zawodników. W tym roku doszli dwaj z katolika , w międzyczasie wykruszyło się 5-6 . W te wakacje doszedł jeden z Przodkowa . Bardzo obiecujący zawodnik. Jeden SKS trwający 1,5 godziny podczas której należy rozłożyc i złożyc stoły to za mało, aby wdrożyć jakis cykl treningowy. Moi chłopcy trenuja dotychczas 3 razy w tygodniu po2-3 godziny. No i efekty przychodzą dosyć szybko. Mieszko mogący grac w grupie do 11 lat , skrzat grał w tym roku ze starszymi kolegami na zawodach i to wychodząc z kwalifikacji  i grał w rundzie finałowej. No ale Mieszko to Mieszko. na pierwszy swoim turnieju ograł wszystkich swoich rówieśników bez straty seta. Ba, musiałem go prosić aby nie gnębił za bardzo swoich przeciwników, którym kibicowali ich rodzice  :)    

           Ale dlaczego sie tym zająłem?  No bo ponieważ. To byłoby jednak zbyt mało.  Mieszkając w Kartuzach od urodzenia chcąc , niechcąc uczestniczy się tez w jego życiu sportowym. Uważam Kaszuby za kopalnię diamentów i brawa należą sie tym którzy potrafili je wyłuskać . Przeanalizujmy parę przykładów. 

1. Andrzej Pryczkowski - wrócił po studiach do Kartuz i od razu zaczął rozwijać zapasy w stylu klasycznym , której to dyscypliny był równiez zawodnikiem podobnie jak jego brat Kazimierz.  No ale zapasy to dla chłopaków , a co z dziewczynami? No to lekkoatletyka , chód sportowy, biegi narciarskie . Efekty : Radosław Turkot  mistrzem Europy juniorów w 1985r .  Pierwszy klub w I lidze rozgrywkowej, walczacy w dyscyplinie w której mieliśmy wówczas mistrzów olimpijskich, świata i Europy. Rozwiniety system kształcenia w którym dzisiaj mamy cały system obejmujacy cały powiat kartuski. To dzieki niemu powstał system sponsoringu sekcji do którego dołaczyło kilkudziesięciu przedsiębiorców z Kartuz. Odbywało sie to tak: w styczniu było zebranie w Ogrodzie Chińskim Pana Karola Gruchały który fundował bufet. Podczas spotkania na którym nie stroniono od alkoholu nastepowała deklaracja wpłaty na kolejny sezon. Wszystko pod czujnym okiem Kazia , sekretarza sekcji , który zajmował sie tez poborem opłat w ciągu roku( tzw. komornik) . jako ze mało kto w owym czasie był abstynentem luźne deklaracje zaczynały przypominać licytację. Pamietam że Genio Stoltman gdy został przebity przez tercet z Sezamu , zwiekszył swoją dotację aby byc pierwszym na liście donatorów. A jak sie odbywał nabór sponsorów?  Po treningu zapasników dostawaliśmy salę w Jedynce do gry w piłkę raz w tygodniu. Tam sie poznawaliśmy, zapraszaliśmy swoich znajomych zwiększając w ten sposób grono sponsorów sekcji. Nastepowała w ten sposób integracja środowiska. Zapasy nie sa łatwym sprtem do oglądania bez znajomości zasad, ale łatwo sie dawało kasę widząc że nie sa to wyrzucone pieniądze. Była to ściśle transakcyjna polityka , coś za coś. Dostawaliśmy okazję do uczestniczenia w czymś wielkim. A dla przedsiębiorcy to ważne. Nie mogę w tym miejscu sie powstrzymac aby wymienic tych których pamietam. Uzupełnie tę listę o tych o których zapomniałem w tej chwili,. Eugeniusz i Tadeusz Stoltmann, Wiesław i ZenekHirsz, Wacek Szreder , Jan i Stefan Koszałka, Przemek Sosnowski, Andrzej i Zbigniew Dobka, Jan Plichta ,                                                Nie można też zapomnieć o naczelnym fotografie sekcji Tadeuszu Zawadzie , który pomimo tego że jego miłością była piłka nożna , ( był wspaniałym trenerem młodzieży ) zrobił tysiące zdjęć nie tylko na zawodach ale i podczas treningów.

2. Talent, tak nazywali go jego uczniowie w podstawówce. Jarek Frankowski nauczyciel WF w dwójce. Tylko ręczna i ręczna. Konik, bzik jak chcecie to sobie nazywać. Ale jakie efekty. Ja znam tylko 4 chłopaków którzy weszli na najwyższy poziom gry w szczypiorniaka w Polsce . Świrkula, Chrapkowski, Krieger,  Papina  Ale Franek miał tez do pomocy trenera , nauczyciela Piotra Ostoja-Lniski.  Przyjemnie sie chyba ogladało wystepy na arenach światowych w barwach reprezentacji naszych chłopaków . Przecież Chrapek wprost brylował w mediach. Kamera go polubiła. Mam nadzieje że uda mi sie z nim porozmawiac i dowiemy sie więcej jak do tego doszło.

A to sciągnałe z FB Cartusi:

Sekcja piłki ręcznej powołana została do życia w 1991roku.Jednak już kilka lat wcześniej w kartuskiej SP nr 2 regularne zajęcia z młodzieżą w tej dyscyplinie sportu prowadził nauczyciel wf Jarosław Frankowski .Równocześnie w niedalekim Żukowie piłką ręczną zajmuje się Krzysztof Milewski. Dzięki ich staraniom Zarząd GKS „Cartusii” Kartuzy przyjmuje grupy przez nich prowadzone do Klubu. Bazą działania sekcji stała się SP nr5 w Kartuzach posiadająca wówczas największą sale sportową w mieście.

Ze względu na skromne możliwości organizacyjno-finansowe sekcja skupia się głównie na szkoleniu grup młodzieżowych, osiągając w tej dziedzinie ponad przeciętne rezultaty .Zawodnicy „Cartusii” trzykrotnie występują w finałach Ogólnopolskich Mistrzostw Polski: młodzików w roku 2003 – VI miejsce, juniorów młodszych w roku 2005 – VI miejsce ,juniorów w roku 2006 – IV miejsce. Dwukrotnie udanie startują w Ogólnopolskiej Gimnazjadzie zdobywając V i IV miejsce odpowiednio w 2003 i 2004 roku.

W ciągu 21 lat istnienia sekcji w systematycznie prowadzonych zajęciach treningowych uczestniczyło około 250 zawodników. Klub przekazał do szkolenia na najwyższym poziomie t.j. Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Gdańsku 3 zawodników/M. Świrkulę, Ł. Rycherta, K. Kreigera/ W tym czasie kilkunastu kartuskich szczypiornistów było członkami Kadr Wojewódzkich. W 2011r Damian Zieliński reprezentował Kadrę Województwa Pomorskiego na Ogólnpolskiej Olimpiadzie Młodzieży zdobywając z nią złoty medal. W klubie naszym pierwszoligową i reprezentacyjna karierę zaczynali: Piotr Chrapkowski/AZS-AWF Gdańsk, Orlen Płock/, Kamil Krieger/MMTS Kwidzyn, Vive Kielce/, Maciej Pieńczewski/ AZS-AWF Gdańsk, AZS Politechnika Warszawa/, Michał Świrkula/ GKS Wybrzeże Gdańsk, Zagłębie Lubin/

Pomimo wspomnianych trudności finansowych w sezonie 94/95 „Cartusia” powołuje po raz pierwszy w historii zespół seniorów, który staje się rewelacja III – ligowych rozgrywek zajmując 2 miejsce, ulegając jedynie rezerwom GKS-u Wybrzeże. Po reorganizacji systemu rozgrywek ligowych w Polsce/ powstanie II ligi/ piłkarz ręczni naszego miasta z powodzeniem startują w nowych strukturach. Po raz ostatni w sezonie 2005/06 .

Kadra szkoleniowa GKS”Cartusia” Kartuzy

Jarosław Frankowski – Kierownik sekcji, trener w klubie od 1991 roku
Krzysztof Milewski – trener w klubie w latach 1991-94
Piotr Ostoja-Lniski – trener w klubie od 1992 roku
Krzysztof Król – trener w klubie od 2008 roku

3. Pan Franciszek Ilisiński. Kolarz . Bez niego nie mielibysmy sukcesów w jego ulubionej dziedzinie. Pamietam go na jego kolarzówce ubranego w jakiś dziwny obcisły strój , który wówczas był w Kartuzach zupełnie nieznany. Czarno-biały telewizor na którym ogladało sie Wyścig Pokoju  nie oddawał tych barw, wszystko było szare , podobnie jak otaczajaca nas rzeczywistość. Ale to on po 2000r. był tym który wskazywał drogę inicjatorom tego sportu w Kartuzach. Wiesławowi Hirsz , niegdyś współwłaścicielowi firmy  SEZAM , której wszyscy wspólnicy tj. Wacek Szreder i Zenek Hirsz walnie przyczynili się do rozwoju tej i innych dyscyplin sportu w naszym mieście.

A tutaj znowu ze strony GKS  Kartuzy z sekcji kolarstwa:

Sekcja kolarska powstała w roku 2002 a jej inicjatorem był Pan Franciszek Ilisiński. Człowiek “orkiestra”, działacz na rzecz rozwoju fizycznego dzieci i młodzieży, miłośnik i propagator kolarstwa, śpiewak operowy uhonorowany licznymi nagrodami i tytułami. Swoją pasją zaraził dzieci z ul.Podgórnej. Z myślą o młodych podopiecznych skupił wokół siebie grupę pasjonatów m.in braci Wiesława i Zenona Hirsz, których synowie stanowili trzon młodej sekcji.
 
 ” Pan Franio nie ukrywał, że wielką radość sprawiało mu obserwowanie powiększającego się grona kolarzy i odnoszonych przez nich sukcesów, a spełnieniem marzeń była chwila, gdy jego wychowankowie przywdziali koszulki z białym orzełkiem na piersi jako reprezentanci Polski.
 
  Dla młodych zawodników był nie tylko znakomitym trenerem z ogromną wiedzą, ale przede wszystkim wychowawcą, niemal drugim ojcem. Był do ich dyspozycji 24 godziny na dobę, uczył ich życia, dzielił się własnymi doświadczeniami. Zawsze znalazł czas, by pójść z nimi do szkoły, pomóc odrobić lekcje, porozmawiać o problemach z dziewczynami i doradzić w innych codziennych sprawach”(Ekspress kaszubski).
 
  I tak wspólnie Pan Franio z Panem Wiesiem i Zenkiem działali przez około 8 lat, szkoląc i odnosząc sukcesy na arenie województwa i kraju, do dnia 23.02.2010r. To w tym dniu ich drogi się rozeszły, zmarł Pan Franciszek Ilisiński.
 
  Po śmierci wspaniałego trenera, sekcja rozpoczęła współpracę z trenerem Dariuszem Maleckim (Flota Gdynia), instruktorem Sebastianem Maleckim ,(Flota Gdynia) oraz instruktorem Aleksandrą Zabrocką byłą zawodniczką MLKS Baszta Bytów. W roku 2011- 2012 młodszą grupę wiekową prowadził Dawid Hirsz, który mimo licznych sukcesów sportowych (głównie na torze), młodego wieku zginął w wypadku samochodowym.

 Obecni trenerzy:
Aleksandra Zabrocka- kierownik sekcji kolarskiej, trener najmłodszej grupy wiekowej żak i młodzik
Sebastian Malecki- trener juniorów młodszych i juniorów
Dariusz Malecki- trener orlików- kategoria do 23lat.
 
  Dzięki sponsorom oraz pasjonatom kolarstwa udało nam się odnieśc wiele sukcesów a najważniejsze to:
 
- złoty medal Natalii Nowotarskiej na MP na przełaju 2012
- złoty medal Kamila Gradka w jeżdzie indywidualnej na czas oraz srebro na MP na przełaju 2012
- złoto Pawła Poljańskiego “Poljana” na MP ze startu wspólnego
- srebro Pawła Bernasa w jeżdzie indywidualnej na czas na MP oraz srebro na tych samych mistrzostwach ze startu wspólnego                                                                             -Szymon Sajnok, wybitny zawodnik i wychowanek  GKS Cartusia Kartuzy, reprezentował Polskę na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio w 2020 roku . Startował w konkurencji omnium( wielobój ) 16 miejsce oraz w madisonie                                                            -

4.  Bronisław Lis. Sierakowice . Przedsiebiorca i fanatyk tenisa stołowego. Obok swego biura miał salkę ze stołem tenisowym i jesli tylko jego kontrahent również grał to nie odbywało sie spotkanie bez paru setów na zapleczu. Nie znałem go osobiście ale umieszczam go w gronie działaczy , pasjonatów sportu kartuskiego z powodu mojego bzika tenisowego . Obecnie funkcjonuje UKS Lis , z sekcja młodzieżową , ale głównym trenerem jest tam Paweł Michna mieszkający od lat w Kartuzach. O jego synach Dawidzie i Samuelu ,szalejących na stołach nie tylko Europy ale całego swiata bedzie jeszcze okazja poczytać

5. Stanisław Pawełczak. W latach siedemdziesiątych oprócz zapasów do kartuskiego świata sportowego wkroczył wraz pojawieniem się Stanisława Pawełczaka chód sportowy .Zawodnik Konradii Gdańsk który na miejsce swojego życia wybrał Kartuzy .Zawodowo związany Rejonem Dróg Wojewódzkich w Kartuzach W swojej karierze zawodniczej zgromadził bogaty zestaw osiągnięć: rekordzista Polski ,zdobywca medali Mistrzostw Polski, wielokrotny reprezentant kraju. Po zakończeniu kariery zawodniczej zostaje bardzo dobrze ocenianym sędzią swojej dyscypliny Dzięki jego inicjatywie na terenie Kartuz i okolicy odbywa się wiele cyklicznych zawodów w chodzie sportowym w której udział bierze ówczesna elita tej dyscypliny. Kartuzy też na kilka lat stają się bardzo silnym ośrodkiem kobiecego chodu sportowego . To dzieki niemu i Andrzejowi Pryczkowskiemu mieliśmy w chód sportowy kobiet i pierwszą seniorską Mistrzynię Polski  Katarzynę Figurowską.

6.

O mnie: Karol Dunst

Cześć! Jestem Karol Dunst, pasjonat sportu i twórca bloga Sport w Kartuzach. Przemyślenia. Moim celem jest dzielenie się moją miłością do aktywności fizycznej, promowanie lokalnych inicjatyw sportowych i inspirowanie innych do prowadzenia zdrowego trybu życia. Zapraszam do zapoznania się z moją historią i spojrzeniem na świat sportu!

Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador